piątek, listopada 03, 2006

 

droga do Soczi

Nie dość że droga do Soczi okazała się męcząca (ze 40 stopni w cieniu) i długa to teraz wspominam ją z rozrzewnieniem. dlaczego? przykładem niech będzie postój na parkingu gdzie w ubraniach motocyklowych (ubrana od czubka głowy po koniuszki palców) poszłam do łazienki - uwaga tutaj dotarła cywilizacja - woda papier toaletowy i światło.... i tam włąsnie od babci klozetowej usłyszałam najlepszy tekst: czy ja jestem z tej grupy turystów z autobusu.. no tak z pewnością wygladałam jakbym podróżowała autobusem a nie motorem ;)

W drodze wciąż mieliśmy nadzieję że znajdziemy kemping - tego dnia bowiem mieiśmy już dosć nadspodziewanych wydatków - pamietacie chłopaki kebaba ktory sie okazal byc kawalkiem mielonego miesa ufromowanego w rurke? i kosztujacego nie tak duzo.. za 100 gram ;)

Ostatecznie za nocleg tej nocy tez mielismy jednak zaplacic.
Ale co tam - za to jaka mila byla wlascicielka tego pensjoantu - a juz myslalam ze Adam zabierze Julie w dalsza podroz ;)

Wtedy jednak nie wiedzielismy ze zostaniemy w Rosji jeszcze dzien - nie byla to dobra nowina poniewaz waznosc naszych wiz zblizala sie ku koncowi - mielsimy nawet pomysl by wracac na polnoc by predko opuscic ten kraj przez Ukraine.

Comments: Prześlij komentarz



<< Home

This page is powered by Blogger. Isn't yours?