czwartek, sierpnia 31, 2006

Pewnego dnia, juz nawet nie wiem kiedy dokladnie, Pawel powiedzial ze moge sie zabrac z nim i Adamem w planowana przez nich podroz do Jordanii.
To byla nietypowa propozycja - dotychczas chlopaki jezdzili sami, oni i motocykle, lub ew. znajomi motocyklisci... a tu mialam dolaczyc ja, ktora nawet na motorze nigdy nie siedzialam...
W miedzyczasie Pawel mial wypadek, zakup nowego motoru zajal troche czasu, a wybor padl na Yamahe TTR - to ten obok.
Przed wyjazdem rzecz jasna sporo było prac przygotowawczo porządkowych, chłopaki pracowali przy motorach



Ja siedziałam na necie szukajac wskazówek co do podróży... No cóż na tydzień przed wyjazdem i mnie zagonili do roboty fizycznej
W miedzyczasie powstała lista spraw do załatwienia:
- Szczepionki (polio, tezec, dur brzuszny, zoltaczka typu A) - dalo rade, kazdy z nas co prawda przyjal inna wersje tej samej szczepionki, ciekawe ktory lekarz mial racje
- Paszporty - mamy
- Wizy - Turcja, Syria, Jordania - zmiana planu spowodowala ze do przejscia mielismy "tylko" Ambasade Rosji hehe, najpierw zabawa w zlozenie dokumentow, uwaga: do Ambasady trzeba isc OSOBISCIE, i to najlepiej o 7 rano, bo potem stoi sie w kolejce do poludnia (czy w upale czy w deszczu nie jest to mile)
- Ubrania motocyklowe - to zalejo nam chyba najwiecej czasu, ja podszkolilam niemiecki usilujac zamowic spodnie, kurtke i buty. w rezultacie mam 2 pary czarnych butow (mialy byc szare i tlyko jedne) i spodnie ktorych nie potrzebuje, bo w miedzyczasie kupilam inne
- kaski - jak byly kaski to nie w tych kolorach, a jak byly te, to sie okazalo ze nie pasuja rozmiary... w koncu sie udalo... szkoda tylko ze sklepy porozrzucane sa po calej Warszawie, od Bielan po Piaseczno
- spodnie
- buzery
- protektory na kolana
- buty - najciekawiej bylo z odbiorem butow Pawla z Urzedu Celnego - kupione w USA nie spelnialy wymogow a wzbudzaly ogormne zainteresowanie naszych celnikow. Na tydzien przed wyjazdem sie udalo!
- rekawiczki
- peleryna przeciwdeszczowa i spodnie przeciwdeszczowe - dzieki temu ktory to wymyslil! jak sie potem pokazalo, bez tego nie ujechalibysmy nawet 5 metrow w Rosji... Lalo przez tydzien
- spiwory - kupilsimy takie male cos co jak sie okazalo, nie dosc ze grzeje to nawet da sie polaczyc z kompatybilnym drugim egzemplarzem
- karimata - Adama nieco obcieta, ale za to ladnie sie miescila w bagazu
- namiot + zabia szczeka (uproszczona wersja namiotu)
- butla z gazem (naboje jednorazowe 1kg) + palnik gazowy - ha, to tez wynalazek godny polecenia kazdemu podroznikowi
- garnek aluminiowy z pokrywką + sztucce (kulturalnie zeby bylo)
- latarki (na czolo)
- ladowarka motocyklowa do telefonu
- blocker na slonce + okulary przeciwsloneczne + cos na poparzenia słoneczne - i w droge...

Dobra dobra troche się pospieszylam... zanim w droge to jeszcze chlopaki postanowili mnie sprawdzic Tak mi się przynajmniej wydaje Pojechalismy na Mazury odwiedzic rodzicow Pawla, to była proba nie tylko mnie i motocykli, ale tez namiotu z nowym tropikiem (wymagal wymiany, bo przy poprzedniej podrozy chlopakom chyba razem nie było zbyt dobrze i ktorys chcial uciekac z zamknietego namiotu) i spiworow. To tez była proba pakowania i przetransporotwania się na – nieduzej w koncu – TT.


Z wyprawy na Mazury najlepiej pamietam jednak pierwszy poranek – sobota, perspektywa spedzenia weekendu nad jeziorem, luz, blues, w glowie tylko marzenia o zblizajacym sie urlopie i nagle... pobudka w wykonaniu mamy Pawla „o rany a co sie stalo, ktos zrobil psikusa Adasiowi i ukradl mu polowe namiotu, a moze on sie przewrocil... Adam, gdzie druga czesc namiotu” Smiechom nie było konca... tym samym o 7 rano nastapila pobudka
Jak się pozniej okazalo, zabia szczeka (urocza nazwa, nieprawdaz?) miesci calkiem sporo ludzi – tutaj Adam, Pawel, Ania – siostra Pawla, jej maz – Tomek i zaskoczona Maja ...
