czwartek, sierpnia 31, 2006

 




Pewnego dnia, juz nawet nie wiem kiedy dokladnie, Pawel powiedzial ze moge sie zabrac z nim i Adamem w planowana przez nich podroz do Jordanii.
To byla nietypowa propozycja - dotychczas chlopaki jezdzili sami, oni i motocykle, lub ew. znajomi motocyklisci... a tu mialam dolaczyc ja, ktora nawet na motorze nigdy nie siedzialam...

W miedzyczasie Pawel mial wypadek, zakup nowego motoru zajal troche czasu, a wybor padl na Yamahe TTR - to ten obok.

Przed wyjazdem rzecz jasna sporo było prac przygotowawczo porządkowych, chłopaki pracowali przy motorach



Ja siedziałam na necie szukajac wskazówek co do podróży... No cóż na tydzień przed wyjazdem i mnie zagonili do roboty fizycznej



W miedzyczasie powstała lista spraw do załatwienia:

Dobra dobra troche się pospieszylam... zanim w droge to jeszcze chlopaki postanowili mnie sprawdzic Tak mi się przynajmniej wydaje Pojechalismy na Mazury odwiedzic rodzicow Pawla, to była proba nie tylko mnie i motocykli, ale tez namiotu z nowym tropikiem (wymagal wymiany, bo przy poprzedniej podrozy chlopakom chyba razem nie było zbyt dobrze i ktorys chcial uciekac z zamknietego namiotu) i spiworow. To tez była proba pakowania i przetransporotwania się na – nieduzej w koncu – TT.


Z wyprawy na Mazury najlepiej pamietam jednak pierwszy poranek – sobota, perspektywa spedzenia weekendu nad jeziorem, luz, blues, w glowie tylko marzenia o zblizajacym sie urlopie i nagle... pobudka w wykonaniu mamy Pawla „o rany a co sie stalo, ktos zrobil psikusa Adasiowi i ukradl mu polowe namiotu, a moze on sie przewrocil... Adam, gdzie druga czesc namiotu” Smiechom nie było konca... tym samym o 7 rano nastapila pobudka

Jak się pozniej okazalo, zabia szczeka (urocza nazwa, nieprawdaz?) miesci calkiem sporo ludzi – tutaj Adam, Pawel, Ania – siostra Pawla, jej maz – Tomek i zaskoczona Maja ...


This page is powered by Blogger. Isn't yours?