piątek, września 01, 2006
noclegi... juz za Moskwa





Było ok. 21:30 gdy nas pokierowano do miasta Elektrocostam... nigdy tak chyba nie bladzilam po zadnym miescie, ale jak nie bladzic skoro okoliczni mieszkancy nie obejmuja swym rozumem pojec prawo i lewo, a jak wiedza co one oznaczaja to nie koordynuja ruchow swych rak z wypowiadanymi slowami.
Suma sumarum, po 1,5 godziny odnalezlismy hotel...w którym nie było miejsc... Pawel miał pomysl rozbicia się na okolicznym osiedlu, ja jednak wole nie spac nikomu pod balkonem – nie wiem dlaczego ale widze okiem wyobrazni Marka Kondrata zalatwiajacego swa potrzebe w Dniu Swira... to tez moglaby byc opowiesc, ale w kwestii WC-ow to eksperem jest bezsprzecznie Pawelek.
Wierzac czy niewierzac, w strugach deszczu i przemarznieci okrutnie, dotarlismy uwaga do najprawdziwszego hotelu. Fakt, ktos kto go budowal staral się bardzo by nie był zbyt latwo odnajdywalny. Wychodzac z tego zalozenia, rzeczywiscie bylismy tam jedynymi z niewielu gosci.
Trafil sie nam za to salon z pufami i miekkim dywanem... zeby nie było zbyt pieknie, przyznam sie ze wychodzac na nasz ogromny balkon i usuwajac z przejscia stylowa zaslonke, usunelam rowniez karnisz... Skad we mnie ta sila aby zwalic karnisz? Nie wiem... wazne ze była to proba nie tylko dla mojej glowy (przypomne, już wyjetej z kasku) ale tez dla rosyjskiej porcelany i znajdujacej się w niej herbaty – polowa zawartosci i cytryna przetrwaly i potem nawet jakos tak lepiej smakowaly.
Tu uwaga do tych ktorym przyjdzie kiedys do glowy podrozowanie po Rosji – prosba o rachunek z hotelu winna być przedstawiona przy przyjezdzie. Za to ze my zglosilismy to dopiero rano zaplacilismy nerwica Pawla – poszlam tylko zalatwic papier do ksiegowej owej wioski (gdzies pod Wladimirem) a ten postawil na nogi celem poszukwiania mojej skromnej osoby cala wies.
Ja tymczasem dowiedzialam się ze za 10 rubli mozna sobie termos wrzatkiem... w odroznieniu od innych uztkownikow drog (glownie TIRowcow) termosu w droge nie zabralismy.


